Trzy koty w domu – kłamstwa, mity i półprawdy

Po minie Scarlett widać, co o tym myśliKilka dni temu opowiadałam jak wybieraliśmy imię dla naszego drugiego kota. Jak tylko Wally na dobre się u nas zadomowił, zaczęłam myśleć o trzecim kocie. Nic nie mogłam na to poradzić! Wydawało mi się, że Wally czuje się bardzo samotny, jako że nasza dziewięcioletnia obecnie kotka, Scarlett, tolerowała go, i owszem, ale nic poza tym. Jego rozpierała energia, ona chciała mieć spokój. Dodatkowo wszelkie moje próby zabawy z Wally’m spełzały na niczym – patrzył się to na mnie, to na rzuconą mysz, i wyraźnie dawał mi do zrozumienia spojrzeniem, że chyba oszalałam jeśli myślę, że on się da nabrać na takie rzeczy. Chodził po mieszkaniu i rozdzierająco miauczał, mimo, że ragdolle ponoć są cichymi kotami, gdzie im tam do gadatliwych Syjamów. Serce się krajało. A Scarlett? Biedna Scarlett, zaskakiwana co i rusz przez Wally’ego jakimiś nagłymi skokami i zaczepkami. Z kotami jak z dziećmi. Nie ma co się łudzić, że różnica wieku nie ma znaczenia. I chociaż żyliśmy sobie raczej zgodnie wszyscy razem, wbiłam sobie do głowy, że trzeci kot byłby doskonałym rozwiązaniem. Towarzysz dla Wally’ego, gwarant spokoju dla Scarlett, ucieleśnienie marzeń o bardziej otwartym kocie dla mnie.

A kiedy w sierpniu zeszłego roku, na wystawie kotów w Sopocie, zobaczyłam kotki rasy American Curl, zakochałam się na amen w tych wygiętych uszkach. Namawianie M. trwało dobre pół roku, ponieważ mój mąż ma więcej zdrowego rozsądku niż ja. Przekonywał, że mieszkanie za małe i że finanse nie bez znaczenia, że nie ma żadnej gwarancji, że tym razem moje marzenie o dwóch przytulonych „chomiczkach” się spełni… Niby wszystko prawda, ale ja byłam jak opętana! I w końcu, w lutym, w piękny dzień św. Walentego dostałam… Nie, nie kota. Zgodę na kota.
Pojawienie się u nas Wally’ego poprzedziły tygodnie „research’u”, czytanie książek i dopytywanie się u hodowcy jak powinno przebiegać dokocenie. Tym razem poszłam na żywioł - nie minęły dwa tygodnie i Sherlock był z nami. Przecież posiadanie trzech kotów nie jest na pewno bardzo różne od posiadania dwóch, prawda? Prawda?

Otóż jest.

Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek powie Wam, że im więcej kotów, tym lepiej – nie wierzcie mu. Przede wszystkim więcej kotów to więcej wszystkiego. Sierści na ubraniach. Włosów w jedzeniu. Śladów łapek na blacie w kuchni. Budzenia w nocy. Przegryzionych storczyków. Wyciągania kotów z szafy każdego ranka. Jeśli ilość zużywanego żwirku nie wzrosła jakoś drastycznie przy drugim kocie to przy trzecim już tak. Ilość samych kuwet również, oczywiście. Jeśli nie jesteście gotowi na ciągłe odkurzanie i sprzątanie kłaczków – odpuśćcie sobie. Jeśli marzycie o idealnym porządku – zastanówcie się czy jednak jeden kot Wam nie wystarcza. Jeśli lubicie bibeloty, albo czujecie się szczególnie przywiązani do swoich firan i zasłon – może zastanówcie się nad psem. Na pewno nie łudźcie się, że trzeci kot w Waszym domu nic nie zmieni.

Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam moje koty. A Sherlock to po prostu kot o jakim zawsze marzyłam – zarówno energiczny wesołek, jak i nie unikający pieszczot mruczek. Podbił serca całej mojej rodziny, przyjaciół i pani weterynarz. Nie oddałabym go za nic w świecie. Podobnie jak Scarlett i Wally’ego. Mam teraz pełno kociej miłości i jest mi z tym dobrze. Ale z perspektywy czasu muszę przyznać, że nasze mieszkanie (ponad 40 m2) nadaje się dla dwóch kotów i ani pół kota więcej. Chociaż hodowcy będą Was przekonywać, że jest inaczej, a zakoceni znajomi zapewniać jak fajnie jest mieć trzy koty, to pamiętajcie – to, co jeszcze może się udać przy dwóch kotach (np. posiadanie dywanów w oryginalnym kolorze, a nie w kolorze sierści Waszych pupili), nie uda się przy trzech. Co oczywiście, samo w sobie nie jest niczym złym, zastanówcie się tylko czy jesteście na to gotowi.

Piszę ten tekst nie dlatego, że żałuję (zrobiłabym to jeszcze raz!), ale by zdjąć klapki z oczu podobnym mnie wariatkom i wariatom, którzy myślą, że wiedzą czego chcą ich koty. Aby podjęli świadomą decyzję, opartą nie na „będzie fajnie”, ale na zgodzie z konsekwencjami jaki niesie za sobą posiadanie trzech kotów. Na raz. W jednym mieszkaniu. Może piszę oczywistości, ale zapewniam, że nawet jeśli coś mi się tam mgliście wydawało, że wiem z czym to się wiąże, to rzeczywistość przerosła wszystko. Nie żałuję, ale nadal jestem zaskoczona.
Wally ma swojego przyjaciela, fakt. Chociaż na początku mój potulny, nigdy nie wystawiający pazurów ragdoll, zamienił się morderczą furię i polował na Sherlocka, teraz są prawdziwymi bff – best feline friends. Bawią się, gonią, myją sobie futerka – generalnie mam to, co chciałam. Najbardziej rozkoszne widoki i najsłodsze koteczkowe zdjęcia w internetach ever. Ale Wally nadal chodzi po mieszkaniu i miauczy, chociaż z całą pewnością zabawy mu już nie brakuje.

Scarlett to z kolei całkiem inna historia. Nie była zachwycona pojawieniem się Wally’ego, ale w końcu go zaakceptowała. Poza paroma prychnięciami obyło się bez łapoczynów i koty żyły obok siebie, czasem nawet dając się razem sfotografować. Sherlock zmienił wszystko w niepojęty dla mnie sposób. Scarlett bardzo szybko pogodziła się z przybyciem nowego mieszkańca – dawała mu się nawet bawić swoim ogonem (!) i obwąchać od czasu do czasu. Za to Wally stał się w jej oczach intruzem, na którego trzeba polować. Nie, nie cały czas. Wygląda to tak, jakby w pewnym momencie ktoś jej pstrykał w głowie jakimś przyciskiem – leżą sobie czy chodzą po mieszkaniu całkiem spokojnie aż tu nagle – pstryk – Scarlett zaczyna gonić Wally’ego po całym mieszkaniu z zaciętością i agresją o jaką bym jej nie podejrzewała. Wally ucieka, krzyczy w niebogłosy, chowa się po kredensem lub za kanapą. Scarlett zagania go do dziury po czym wyskubuje sobie jego futro spod pazurów i spomiędzy zębów. Serio. Po kolejnych kilku minutach znów wszystko wygląda normalnie. Oba koty leżą sobie całkiem swobodnie w tym samym pomieszczeniu i odpoczywają. Aż do następnego razu.

Dlatego w czwartek przychodzi do nas koci behawiorysta. A ja zastanawiam się czy chcąc tak bardzo uszczęśliwić moje zwierzaki, nie zrobiłam im przypadkiem krzywdy. Bo okazało się, że one nie do końca zgadzają się ze mną w kwestii tego co jest dla nich dobre. Dlatego jeśli już pogodzicie się z tym jak będzie wyglądać (i pachnieć) Wasze mieszkanie przy trzech kotach, nie zapomnijcie jeszcze o jednym, najważniejszym – podjęliście się odpowiedzialności za koty, które już z Wami mieszkają. Za ich samopoczucie psychiczne i za poczucie bezpieczeństwa również. W pogoni za tym, co Wam się wydaje, że będzie, nie zapomnijcie o tym, co może być.
 

Posiadanie trzech kotów zwiększa szansę na słodkie zdjęcia, którymi można się chwalić w internetachPosiadanie trzech kotów zwiększa również szansę na domową demolkę, w której ciężko wskazać winnychI na kapcie w kuwecie - więcej kotów=więcej kuwetCałe szczęście są jeszcze słodkie zdjęciaI więcej słodkich zdjęć
 
Dodaj komentarz
Podaj wynik działania 9 + 6
Dodaj komentarz