Sopot w deszczu

Mam wrażenie, że według moich dni wolnych można ustalać prognozę pogody. Jak tylko w grafiku pojawia się symbolizujące wolne "0", na niebo pośpiesznie wypływają deszczowe chmury. Już po otwarciu jednego oka rano wiedziałam, że dziś moja karma ponownie mnie dopadła. Zamknęłam więc rzeczone oko i postanowiłam spać dalej gdy -wtem! - wyleciałam z łóżka jak z procy i pognałam na balkon. Pranie. Wydawało mi się wczoraj, że noc będzie na tyle ciepła, że spokojnie może sobie powisieć. O naiwności. 
 
Jak tylko postawiłam nogę za drzwiami sypialni, było już pewne, że z przesypiania deszczowego poranka nici. Schować pranie i wrócić do łóżka, do męża? Nie z moimi kotami te numery, Brunner. Zrezygnowana nałożyłam sprawiedliwie tuńczyka do trzech misek i spróbowałam tą ofiarą przebłagać futrzane bóstwa. No way. Scarlett tylko podejrzliwie powąchała zawartość miski i odeszła, okazując mi swą pogardę. Hmm. Wiedziałam, że powrót do sypialni zaskutkuje w najlepszym razie drapaniem w drzwi, w najgorszym całkowitą destrukcją mieszkania.
Nie chcąc budzić M. (ofiarnie postanowiłam nie rujnować chociaż jego szans na wyspanie się), odpaliłam playstation i Tomb Raidera. Och, jakże mi się ta gra podoba! Tak bardzo, że przez ostatnie parę dni, spędzałam z nią każdą wolną chwilę. Co zaskutkowało tym, że dzisiaj, po zaledwie godzinie, było już po wszystkim. Oh, really? Czy ten dzień mógł się zacząć mniej obiecująco? 

W każdym razie, mimo deszczu i marnego poranka, postanowiliśmy nie rezygnować z naszych planów i sprawdzić co ciekawego można znaleźć na Summer Mungo Fair. A było co oglądać - rękodzielnicy naprawdę się postarali i przywieźli na Plac Zdrojowy w Sopocie prawdziwe cudeńka. Czego tam nie było! Tiulowe spódnice, zabawne koszulki, piękne przytulanki, oryginalna biżuteria, kolorowe kartki... Niestety, pogoda najwyraźniej odstraszyła potencjalnych kupujących, bo pomiędzy stoiskami niemrawo przechadzało się najwyżej kilkanaście osób. Przemoczonych, zakutanych w foliowe płaszcze przeciwdeszczowe lub z nieporęcznymi parasolami - niezbyt chętnych by z bliska obejrzeć oferowane przedmioty. My również, mimo początkowego planu, odeszliśmy nie robiąc żadnego zdjęcia i z jedną zaledwie kartką (za to jaką piękną) wykonaną techniką scrapbookingu. Teraz, kiedy jestem już w cieple i suchości mieszkania, ogromnie żałuję tych niezrobionych zdjęć, ale kiedy deszcz lał się za kołnierz trudno było wykrzesać z siebie więcej zapału. Summer Mungo Fair ma miejsce również jutro, może więc uda mi się namówić kogoś na udział w tym sympatycznym wydarzeniu - na pewno warto zajrzeć na kolorowe stoiska oferujące tak oryginalne i doskonałe jakościowo przedmioty.

Jeśli jednak pogoda się nie poprawi, zawsze możecie - tak jak my - uciec przed deszczem do jednej z licznych sopockich restauracji. Przemierzając szybkim krokiem Monte Cassino, zerkaliśmy na wystawione menu, by ostatecznie zdecydować się na Crudo, które już od jakiegoś czasu kusiło nas swoim betonowo-drewnianym wystrojem. Było pysznie. Chociaż ceny nie należą do najniższych, mają swoje odzwierciedlenie w jakości i ilości potraw. Moją sałatką Caesar mogłyby się chyba najeść dwie osoby (nieposkąpiono w niej ani pysznego kurczaka, ani grzanek, ani parmezanu). M. wybrał żeberko, a podano mu raczej żebro - najważniejsze, że bardzo smakowało. Absolutnie nie mieliśmy już sił na deser. Na pewno będziemy chcieli wrócić - oczarowało nas nie tylko jedzenie, ale też rzeczywiście doskonale poczuliśmy się w tym na poły surowym, na poły ciepłym wnętrzu. Lokal urządzono z klasą, dbałością o szczegóły, tak też podano potrawy. Do tego miła obsługa - czego potrzeba więcej do polepszenia humoru w taki szary dzień?


 
Dodaj komentarz
Podaj wynik działania 7 - 9
Dodaj komentarz