Daktyle, orzechy i nowy Kukbuk

Wiem, że w Internecie różne opinie krążą o eleganckim kulinarno-lifestyle'owym magazynie Kukbuk. Ale we mnie ma on wierną fankę. Ciekawe, niebanalne artykuły. Przepiękne zdjęcia, doskonale dopracowane wydania, przejrzysty układ. Strona graficzna jest bez zarzutu, cieszy oko i karmi duszę. Żeby nakarmić również ciało wystarczy wypróbować jeden z prezentowanych w piśmie przepisów. Jest z czego wybierać! Choćby w ostatnim numerze - grzanki Elvisa, krem z kukurydzy czy sałatka imbirowo-buraczana brzmią conajmniej intrygująco. Jeszcze nie sprawdziłam jak smakują, bo na pierwszy ogień poszło coś znacznie słodszego. Ale czy mogłam oprzeć się ciastu daktylowemu z kremem, praliną orzechową i kajmakiem? Zgadliście - nie mogłam.

Nie wiem co jest w tym deserze najwspanialsze - delikatnie wyczuwalne w biszkopcie daktyle? Czy może orzechowa pralina będąca swego rodzaju wisienką na tym niebiańskim torcie? A może jednak delikatny krem z mascarpone? Przywołujący wspomnienia z dzieciństwa kajmak? Na pewno wszystko razem tworzy słodką ferię smaków, a wyrzuty sumienia z powodu ilości spożywanych kalorii rozpływają się gdzieś pomiędzy pierwszą a drugą łyżeczką. I nie wracają pomiędzy pierwszym a drugim kawałkiem :) Jeśli również dla Was brzmi to jak przepis marzeń - nie traćcie czasu i biegnijcie do kiosku lub... odpalcie swoje tablety.

Początkowo kupowałam Kukbuk w wydaniu papierowym - naprawdę nie ma do czego się przyczepić. Gruby, przyjemny w dotyku papier i nieco większy niż standardowy rozmiar, a także klejenie zamiast zszywek, sprawiają, że naprawdę ma się wrażenie, że oto trzymamy w rękach coś więcej niż tylko gazetę z przepisami. Ja w każdym razie jestem wyczulona na takie rzeczy. Dwa miesiące temu zaryzykowałam jednak kupienie wersji na tablet i - och! - chyba nie wrócę już do papieru. Te wszystkie animacje (zwłaszcza okładka jest przepięknie zanimowana), ukryte zakładki, dodatkowe przepisy, których nie ma w wydaniu tradycyjnym, różne ścieżki przechodzenia pomiędzy kolejnymi zdjęciami bądź artykułami - po prostu produkt najwyższej klasy. Czuję się trochę jakbym przeglądała magiczną księgę czarów, z każdym przesunięciem palca czeka na mnie kolejna niespodzianka. I tym sposobem nie ma mnie dla świata na conajmniej jeden wieczór.

P.S.: Poza przepisem najlepszą częścią listopadowo-grudniowego numeru była zawarta w nim informacja o świątecznym numerze specjalnym, który ma się ukazać już 5 grudnia.

W wersji na tablet ta okładka jest jeszcze lepszaTrochę wody, trochę ciepła...... i mamy karmel
 
Dodaj komentarz
Podaj wynik działania 3 - 6
Dodaj komentarz