As long as there be music, they’ll be coming back again – Backstreet Boys w Gdańsku!

Gdynia. Kilka miesięcy temu. Rozmowa między mną a moją siostrą, która wygląda mniej więcej tak:
Sis: Idziemy na koncert Backstreet Boys w lipcu? Idźmy, idźmy, idźmy!
Ja: Nieeeeee…
Sis: No ale przecież tak ich lubiłaś! Chodź, będzie fajnie! Pobawimy się!
Ja: Nieeeee…
Sis: No weź! Będzie ekstra! W Warszawie grali dużo piosenek z pierwszych albumów!
Ja: Ale są miejsca siedzące?
Sis: Czy Ty już doszczętnie zgłupiałaś?! Miejsca siedzące?! Na Backstreet Boys?! Ogarnij się!
Ja: No dobra no.

Tak, jestem marudą. I leniem. I niedowiarkiem. Szczególnie mam problem z uwierzeniem, że wieczorem może być fajnie gdzieś poza domem. I to bez książki. Mimo więc, że wiele lat temu przeżywałam nastolatkową fascynację popularnym w owym czasie boysbandem Backstreet Boys, gdyby nie moja siostra, o mały włos ominęłabym wczorajsze wydarzenie szerokim łukiem. A byłoby czego żałować!

Zespół nagrał pierwszy singiel w 1995 roku, tak więc za nimi kawał czasu, ale zapewniam Was – chłopaki są jak wino i czas tylko im się przysłużył. Wyprzystojnieli, porzucili ortalionowe ciuszki i zmienili fryzury – no po prostu cud, miód i orzeszki. Do tego zagrali nieomal WSZYSTKIE stare hity, a cała widownia śpiewała i tańczyła je razem z nimi.
To był koncert-marzenie. Średnia wieku nie oscylowała (jak w przypadku wielu innych koncertów) wokół 14 lat, a mimo to piskom, wrzaskom i skandowaniu nie było końca. I czy uwierzycie, ale na scenę NAPRAWDĘ leciała bielizna? Sądziłam, że takie rzeczy to tylko w telewizji. W każdym razie, BSB dzielnie zbierali każdą sztukę odzieży, która poleciała w ich stronę i dodawali od siebie zachwycone komentarze.

Jakby stereotypowych koncertowych atrakcji było mało, na scenie doszło również do oświadczyn. Szczęśliwa przyszła panna młoda nie tylko przeżyła niezwykłe zaręczyny, ale również przyjęła gratulacje (i uściski!) od zespołu. A ja uroniłam łzę czy dwie ze wzruszenia.

Nie mogłam się powstrzymać przed próbą zrobienia paru fotek telefonem. Nie wyszło najlepiej, ale najważniejszą pamiątką i tak zostaną wspomnienia. Było super i kto wie – może jeszcze kiedyś przyjadą do Gdańska, a wtedy na pewno nie okażę sią taką marudą jak teraz. Na spełnienie niektórych marzeń trzeba czasem po prostu trochę poczekać (jakieś kilkanaście lat na przykład). Ale nawet jeśli wydawało mi się, że już nie ma się czym ekscytować – myliłam się. I bardzo, bardzo się ekscytowałam.

 
Dodaj komentarz
Podaj wynik działania 9 + 3
Dodaj komentarz